Podstawka pod Yaesu FT-817

Wreszcie jakiś krótkofalarski wpis. Firma Yaesu wypuściła na rynek, dobre kilkanaście lat temu transceiver (pot. radiostację) który swoimi parametrami, gabarytami  i wagą został ochrzczony urządzeniem do pracy w terenie. I tak jest w rzeczywistości. Jednak wielu z posiadaczy tego modelu używa go również w domu. Aby usprawnić obsługę „radia”, i tak już mocno utrudnioną poprzez minimalną ilość przycisków i pokręteł, radio należy doposażyć w podstawkę, która by podnosiła panel sterowniczy. Oczywiście, obecnie na rynku można już kupić różne „patenty”, ale cena ich wydaje się być mocno przesadzona. Pozostaje więc samemu opracować jakiś jakaś konstrukcję. Tylko po co wyważać drzwi już otwarte? (więcej…)

Powrót na „bieżnię”

Dwanaście dni. 12 DNI !!! Tyle minęło od Business Run. Jak było, pisałem kilka postów wcześniej. Ale co się później działo… Nocka była nie przespana. Nie było pozycji dla nogi, która umożliwiała by drzemkę dłuższą niż 15-20 minut. Po tym czasie jakby mi ktoś pod kolanem lekko dokręcał nogę w imadle – i zmiana. W końcu, tak gdzieś po 3:00 nasmarowałem sobie nogę żelem na bazie kamfory i… zasnąłem. Chyba bardziej ze zmęczenia, niż działania żelu. Pobutka 6:30 – ledwo się ruszałem. O dojechaniu do roboty na rowerze nie było mowy. Ba! Nawet dojście do przystanku odpadało. Jak ostatni kaleka wsiadłem do samochodu. Za szybą brakowało tylko karty inwalidy. (więcej…)

Końcówka lata w Szczawnicy

Nie dawno pisałem o trafionym pomyśle odwiedzenia po latach zakątka Piwnicznej – Kosarzysk. I jakoś wtedy tak mnie tknęło, żeby na końcówkę wakacji pojechać z moimi córami, również w miejsce gdzie dawno nie byłem: do Szczawnicy. To był strzał w dziesiątkę. Przez ostanie kilkanaście lat miasto to wyładniało, doczekało się promenady, zadbanego parku miejskiego, wielu dobrych punktów gastronomicznych i lodziarni. Oczywiście nad centrum królują „szkielety” opuszczonych domów wczasowych, a pod centrum, w okolicach stacji kolejki linowej na Palenicę straszą blichtr i tandeta. Pomimo tego jest tu pięknie. W końcu miasto położone w stosunkowo głębokich dolinach Grajcarka i Dunajca, pomiędzy Jarmutą i Palenicą, Bereśnikiem oraz Holicą i Sokolicą. (więcej…)

Business Run 2017 za nami

I już po. Kraków Business Run 2017 przeszedł do historii. W samym Krakowie udało się dzięki ludziom dobrej woli uzbierać ponad 400 tysięcy złotych, które zostaną przekazane na rehabilitacje osób, które tego potrzebują. Nie da się ukryć, że powinniśmy na co dzień wspierać takie osoby czy organizacje, ale w zagonionym świecie zapominamy o potrzebujących – niestety nasi parlamentarzyści też. Takie, czy podobne inicjatywy integrujące ludzi są doskonałym sposobem na przypomnienie wszystkim o tych osobach, którzy nie są w stanie sami sfinansować drogiego leczenia.

A sam bieg? W tym roku nie taki łatwy. Dystans sztafety 5 x 3900 metrów przebiegał częściowo przez Stare Miasto, ale w większej części bulwarami wiślanymi. Najpierw lekki, ale długi podbieg ul. Grodzką wyłożoną kostką, potem krótki zbieg w stronę Plant i nimi nad Wisłę. Trochę obawialiśmy się tej kostki, tym bardziej wiadomo co się dzieje jak jest mokra – a w nocy padało. Na szczęście biegnący nie stracili przyczepności. I ja ten odcinek przebiegłem bez problemu. Ale potem zaczęły się „schody”.  (więcej…)

Dwa dni w Sądeckim

Korzystając z zaproszenia kierownictwa obozu tanecznego w którym uczestniczyła Marta, postanowiliśmy spędzić w okolicach Piwnicznej dwa dni. Szybka rezerwacja miejsc w Bacówce na Obidzy i już można było planować górskie wycieczki. Nie łatwe to było, gdyż trasy trzeba było dostosować do Hani, która choć dziarsko przemierza górskie szlaki, to jednak ma swój limit. Ale udało się wypracować kompromis. Pierwszy dzień spędziliśmy w okolicy stacji narciarskiej Wierchomla. Wyjechaliśmy kolejką na Młaki, a stamtąd niespiesznie, pieszo w stronę Pustej Wielkiej. Ku naszej rozpaczy pola borowin były już ogołocone z owoców. Przynajmniej posmakowaliśmy trochę malin. Oczywiście na szczycie nie omieszkałem rzucić parę wywołań w eter. Udało się nawiązać 4 łączności z: Dominikiem SQ9KWN, Darkiem SP9DPM, Zbyszkiem SQ9APY, oraz Josefem OM0AJA ze Słowacji. Hania bez protestów przemierzała drogę powrotną, i nie korzystając z kolejki krzesełkowej dotarliśmy do samochodu. Atrakcją zejścia było sporej ilości stado owiec. Pogoda choć mało fotograficzna była idealna do chodzenia po górach. Po dojechaniu do Bacówki – ale, że Zafira dała radę pod taką stromiznę? – zjedliśmy pyszny, zasłużony obiad. (więcej…)

Business Run tuż, tuż

Okres upałów i urlopów właściwie zakończony, można spokojnie wrócić do biegania. Właściwie nie spokojnie, bo za 12 dni Business Run. Wyjścia nie ma – biegnę. Ale spoko, przez ten miesiąc bumelki nie było, góry, rower – będzie dobrze. Dziewczyny śpią. Zamiast przymusowe 3900, lecę standardowo 5500 – co, ja nie dam rady? Pierwsze 1800 jakby ciut za szybko, zastanawiam się czy jednak nie skrócić na 3900. Biegnę dalej, rzęsy już lekko poklejone słonym potem, ścierwa much na zębach, ślimaki na chodniku, w małżowinach szamańska Wardruna, a ja biegnę. Trochę wolniej, bo trzeba wytrzymać… Na 3200 kolka zaczyna grać w ping-ponga i nie najlepiej się to odbija na prawym płuco. Na wszelki wypadek wyłączam go – niech będzie w rezerwie, jak padnie lewe. Cholerny ślimak! Na 3800 ślizgam się na tej melepecie, kostka wyskakuje z stawu – na tyle szybko jednak wskakuje z powrotem, że się nie orientuję, co się stało – biegnę… 4500! (więcej…)

Kategorie

Copyright © since 2006 Bartosz Kuźma SQ9APD, background: view of High Tatra Mts, photo by Bartosz Kuźma SQ9APD